Kiedy tylko mam kiepski dzień w miarę możliwości próbuję sobie pograć i od razu poprawia mi się humor. Czasem wystarczy, że spojrzę na gramofony i robi mi się lżej na sercu. Kocham to, ale nie kocham tego, że jestem dj. Jestem sobą, nie gram dla ludzi, gram dla siebie i to lubię w innych dj, że grają dla siebie.
Oczywiście robią to w sposób ostentacyjny tak, by inni widzieli, że są gorsi od niego. Najbardziej samolubny znak zodiaku. Tych ludzi trzymaj od siebie z daleka. Egoizm jest cechą, która
Jak być pewnym siebie porada nr 1. Trzymaj się z dala od negatywności i doprowadzaj do pozytywności. To czas by naprawdę ocenić swój wewnętrzny krąg w tym przyjaciół i rodzinę. Jest to trudne zadanie ale nadszedł czas by poważnie rozważyć odsunięcie tych osób które cię dołują i niszczą twoje zaufanie do siebie.
Ja ciągle próbuje dojść do formy. Co mi się uda poprawić to poprawię i nie mam na myśli tylko operacji plastycznych, choć te czasami są dziewczynom potrzebne, żeby mogły zaakceptować siebie na nowo. Będę szukała siebie w sobie;), siebie w nowej roli. Moje ciało dało mi dwa kochane robale. Przeszło wiele i muszę to zaakceptować.
Jak nie brać na siebie cudzych emocji i zaufać prawdzie swojego serca. Jeśli jesteś empatyczna, emocje i oczekiwania innych ludzi łatwo mogą Cię zalać. Cudze lęki i blokady mogą oddzielać Cię od czucia swojej prawdy i życia w zgodzie z własnym wnętrzem. Możemy jednak nauczyć się być przy sobie i ufać wewnętrznemu prowadzeniu.
Połączenie z ekspertem jest szybkie i nie wymaga podróży. Psychoterapia pomoże Ci zrozumieć związek między tym, co Ci przeszkadza w życiu, a Twoją pewnością siebie. Jednocześnie pozwoli Ci zbliżyć się do siebie, pozbyć się oczekiwań, jakie ma wobec Ciebie otoczenie lub Ty sam. To pozwoli uwolnić Twój potencjał.
Codzienna dawka rozciągania i ćwiczeń może okazać się tym, czego potrzebujesz, aby ukoić nerwy. Zacznij program Yoga for Every Day w aplikacji Nike Training Club, a następnie poczytaj artykuły naszych ekspertek i ekspertów na stronie nike.com i odkryj nowe sposoby dbania o siebie. Ruszaj się z nami Dowiedz się więcej.
YBwc. Leczenie depresji wzbudza wiele kontrowersji. Temat ten pojawił się jako pierwszy w komentarzach po moim ostatnim wpisie “Kiedy spadanie staje się lataniem”. Dlatego piszę o nim teraz, choć miałam w planach coś innego. Czuję, że wyjaśnienie tej kwestii na samym początku jest bardzo potrzebne. Nie jestem lekarzem, ani terapeutą. Przez wiele lat zmagałam się z depresją. Dotknęłam dna i wyszła z tego upadku zupełnie inna. Prawdziwa, autentyczna, odważna, ciekawa i pełna miłości do siebie, świata i ludzi. To co przeczytacie w kolejnych odcinkach, to o czym jest książka, to moje, powtarzam, MOJE, doświadczenia i MOJA droga. Nigdy nie powiem “Podążaj za mną, rób to co ja, a będziesz szczęśliwym człowiekiem”. Zawsze podkreślam, żeby szukać własnej drogi. Postaram się pokazać jak ja odnalazłam moją i jak Ty możesz odnaleźć swoją, ale nie powiem Ci którędy Twoja droga prowadzi, bo to by była moja droga, nie Twoja. Moje życie, nie Twoje. A Ty masz żyć własnym życiem i być sobą. Postaram się nauczyć Cię jak słuchać TWOJEGO Serca, jak nauczyć TWOJĄ Duszę śpiewać, jak sprawić, by TWÓJ Rozum pomagał realizować TWOJE cele, a TWOJE zdrowe Ciało niosło Cię w kierunku, który TY obierzesz. No więc leczyć, czy nie leczyć farmakologicznie? Pozostanie przy życiu jest sprawą nadrzędną. Tak długo jak żyjesz, możesz swoje życie zmienić. Ale decyzję co do leczenia farmakologicznego musisz podjąć Ty. Tak, Ty. Nie ja, współmałżonek, rodzic, czy lekarz, tylko Ty, bo to Twoje życie i tylko Ty wiesz co dla Ciebie jest najlepsze. Zanim zaczniesz brać leki antydepresyjne zadaj sobie proste pytania i szczerze na nie odpowiedz: • Dlaczego mam brać leki? • Czy po to żeby przeżyć i zacząć pracować nad zmianą swojego życia? • Czy w lekach szukam rozwiązania moich problemów, chcę dostać PIGUŁKĘ SZCZĘŚCIA i żyć tak jak żyłam do tej pory? Parę lat wcześniej trafiłam do terapeuty. Nic mnie nie cieszyło, choć miałam wszystko. Byłam przybita, smutna, ogarniało mnie poczucie beznadziei. Terapeuta spytał czego od niego oczekuję. – Chcę dostać jakąś pigułkę, żebym się ogarnęła i mogła normalnie żyć” – taka była moja odpowiedź. Wtedy pigułki nie dostałam. Przeszłam krótką terapię, wzięłam się w garść, ale nie byłam gotowa na zmiany, które by pozwoliły mi być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Chciałam dostać PIGUŁKĘ SZCZĘŚCIA i ruszyć dalej do moich obowiązków, mojego życia. Nie, nie mojego. Bo ono nie było moje, ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam. Dopiero parę lat później dojrzałam do tego, by znaleźć źródło depresji, zrozumieć je i zmienić schematy postępowania tak, by żyć w zgodzie ze sobą. Jeśli zdecydujesz się na leczenie, to zastanów się nad tym co dalej. Leczenie bez równoległej terapii może złagodzić skutki, ale nie wyleczy przyczyn. Jak długo zamierzasz przyjmować leki? Kiedy i jak zdecydujesz żeby je odstawić? Rozmawiałam niedawno z cudowną kobietą, która marzy o adopcji. Od lat jest na lekach, które stabilizują jej samopoczucie. Boi się, że to będzie przeciwwskazaniem do adopcji, a jednocześnie boi się odstawić leki. Najpierw jej życiem rządziła depresja, teraz leki. Jej życiem nadal kieruje lęk. Lęk przed życiem bez leków. Lęk przed samą sobą. Lęk przed oceną innych. Czy jest szczęśliwa? Nie wiem. Czy jest wolna? Czy jest sobą? W 2014 roku, kiedy zmagałam się z depresją i całym moim życiem, przeczytałam wywiad z jedną z czołowych polskich sportsmenek. To był jej coming out. Przyznała się, że od lat zmaga się z depresją, że są dni, które spędza w łóżku gapiąc się w sufit. To co mnie uderzyło, to był jej żal, że leki nie działają. Miałam wrażenie, że to w nich pokładała całą nadzieję na wyzdrowienie, a kiedy zawiodły, załamała się jeszcze bardziej. Pamiętam jak czytałam ten artykuł i to jej wyznanie, że teraz zamierza rzucić się w wir sportowych treningów. Pamiętam mój wewnętrzny sprzeciw. Bo leki nie pomagają, gdy przyczyna depresji pozostaje. Mogą ją zagłuszyć, przytłumić, ogłuszyć, ale ona i tak wylezie w najbardziej niespodziewanym momencie. Najważniejsze jest to, by znaleźć przyczynę i zmienić swoje życie tak, by być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Szczęśliwy człowiek to nie taki, który stoi na podium, a w momencie, gdy z niego schodzi natychmiast wpada w ramiona depresji. To nie taki, który zdobył kolejny kontrakt, kupił kolejny samochód, czy dom, bo moment osiągnięcia celu jest również początkiem kolejnego doła. Szczęśliwy człowiek, to nie taki, który właśnie przeżywa kolejny romans, awans, czy wygrywa w totolotka, ale taki, który jest szczęśliwy bez powodu. A szczęśliwy bez powodu to taki człowiek, którego Serce, Dusza, Rozum i Ciało są jednym i w harmonii podążają w tym samym kierunku. Płomienne romanse, drogie przedmioty, czy totolotek nie mają ze szczęściem nic wspólnego. Szczęście jest w nas samych. My jednak wolimy szukać go na zewnątrz i wszędzie tam, gdzie nas nie ma. Trzymamy się kurczowo przeszłości, pragnąc powrócić do chwil, w których byliśmy szczęśliwi, albo pędzimy ku przyszłości, która ma nas zbawić. To strasznie męczące, mało satysfakcjonujące, a czasem bardzo bolesne. W końcu decydujemy się na pigułki, które mają złagodzić ból codziennej egzystencji. Dysponujemy gigantycznym arsenałem środków mających na celu zmuszenie naszego Ciała do milczenia i posłuszeństwa. Od środków przeciwbólowych, poprzez wszelkiego rodzaju suplementy mające poprawić sprawność seksualną, polepszyć nastrój, uleczyć wątrobę żebyśmy mogli więcej jeść i złagodzić objawy kaca żebyśmy mogli więcej pić, aż po leki antydepresyjne. O lekach antydepresyjnych mogę powiedzieć wyłącznie to, co o nich wiem z własnego doświadczenia. Przerobiłam trzy lub cztery. Nie będę cytować ich nazw, bo wszystkie miały wspólny mianownik – smażyły mi mózg, który wymiotował do wnętrza mojej głowy. Miałam mdłości, nic nie mogłam jeść, chudłam. W najgorszym momencie ważyłam 47 kg. To o 10 kg mniej niż ważę obecnie! Miałam zawroty głowy i omdlenia. Nie mogłam się skoncentrować nawet na prowadzeniu samochodu. Często miałam wrażenie, że jestem obok siebie. Myślę, że nadawałam się do zamknięcia. Na pewno nie nadawałam się do prowadzenia pojazdów, a pojazdów z dziećmi w szczególności. Nie nadawałam się do pracy, ani do codziennego życia. Mój organizm, moje ukochane, mądre Ciało dawało mi głośno i wyraźnie do zrozumienia, że je zatruwam. Pamiętnik, czerwiec 2014 “Skarżyłam się psychiatrom, psychologom, kardiologom i lekarzom pierwszego kontaktu na koszmarne samopoczucie po lekach. Wszyscy zgodnie twierdzili, że to normalne, że za parę miesięcy organizm się przyzwyczai. Leczenie miało trwać rok, do trzech lat. Co do cholery jest normalne?! To, że opisane przeze mnie objawy są wyszczególnione jako skutki uboczne w ulotkach dolekowych nie znaczy, że to jest normalne! Do czego się przyzwyczai?! Moje mądre Ciało broni się jak rażony prądem lew. Wszystkimi możliwymi kanałami daje do zrozumienia, że te leki są dla mnie złe, bardzo złe. Pewnie faktycznie po 2,3 miesiącach opadłoby z sił i zaprzestało walki. Pewnie mój mózg osiągnąłby konsystencję jajecznicy, którą można dowolnie pobełtać. Odmówiłam. Na mojej karcie leczenia widnieje komentarz: pacjentka odmawia leczenia farmakologicznego. Tak odmawiam. Z pełną świadomością, którą jeszcze na tym etapie posiadam i całą stanowczością, odmawiam! Wiem, że leki antydepresyjnie niektórym pomagają, a nawet ratują życie, ale uważam, że aby wyleczyć się z symptomów depresji należy odnaleźć i uzdrowić jej źródło. Leki jedynie neutralizują jej symptomy. Nie jestem lekarzem, ale twierdzę, że leki antydepresyjne są jak Paracetamol na raka. I pomyśleć, że potrzeba nawet trzech lat, żeby skutecznie ogłuszyć Ciało człowieka, tak by przestało upominać się o życie, które nie powoduje depresji. Nie chcę być od niczego, uzależniona. Ja postanawiam, że będę wolna. Od leków też.” Wychodzenie z depresji to długi proces Mnie zajęło to rok. Bez leków antydepresyjnych. Zważywszy jednak, że spędziłam większość życia, żeby się w depresję wpakować, rok to całkiem dobry wynik. Przez około dwa miesiące przyjmowałam Xanax, który powodował, że nie miałam skrajnych emocji. A więc żadnych dołów, ale też żadnych uniesień. Ot, takie życie o temperaturze pokojowej. Ja jednak zapragnęłam zwiedzać lodowce i wspinać się na szczyty wulkanów. Chciałam żyć z pasją, doświadczać wszystkich jego odcieni, zapachów i temperatur, dotykać wszystkich emocji. Chciałam, by życie pełnią życia było dla mnie bezpieczne, chciałam czerpać pełnymi garściami i oddychać pełną piersią, smakować zarówno łzy rozpaczy jak i radości. Wiedziałam, że będzie to dla mnie bezpieczne tylko wtedy, kiedy w pełni zaakceptuję i pokocham siebie. Kiedy będę mogła podejść do moich problemów i smutków bez obwiniania i samochłostania. Kiedy nauczę się traktować siebie jak najlepszą przyjaciółkę, z wyrozumiałością zarezerwowaną jedynie dla dziecka i zachwytem dla kobiety, którą jestem. Bycie Kobietą nie dla wszystkich jest takie proste i oczywiste. Dla mnie nie było. Mogę powiedzieć, że zostałam kobietą dopiero w wieku 40 lat. Ale o tym za tydzień, 8 marca:)
Sukienka to najważniejszy element kobiecej garderoby. Aby wyglądać w niej perfekcyjnie, należy odpowiednio dopasować ją do sylwetki. Dlatego dziś podpowiemy Ci, jak dobrać sukienkę do figury, by podkreślić jej największe atuty i odwrócić uwagę od mankamentów. Yves Saint-Laurent głosił, że w sukience najważniejsza jest kobieta, którą ją zakłada. To kreacja ma pasować do Ciebie, nie Ty do niej! Dlatego zanim zaczniesz zastanawiać się, jaka sukienka do Twojej figury będzie najlepszym wyborem, zacznij od określenia swojego typu sylwetki. Dzięki temu znalezienie idealnej kreacji pójdzie jak z płatka. Jak określić swój typ figury? Wystarczy stanąć przed lustrem i przyjrzeć się swoim proporcjom. Skup swoją uwagę na trzech punktach: talii, biodrach i ramionach. Potrzebujesz pomocy krok po kroku? Zajrzyj do naszego poradnika, który pomoże Ci określić, jaki masz typ figury. Odnajdź swój typ sylwetki, by ułatwić sobie zakupy Pamiętaj, nie zawsze chodzi o noszenie najmodniejszych sukienek. Najważniejszy jest wybór fasonu, który będzie najlepiej pasował do Twojego typu sylwetki, i w którym poczujesz się pewniej siebie. Odpowiednio dopasowana kreacja pozwoli Ci podkreślić atuty figury, ale i zatuszować mankamenty – jeśli tylko będziesz miała na to ochotę. Oto poradnik, z którego dowiesz się, jak dobrać długość i krój sukienki do figury, by wyglądać zjawiskowo niezależnie od okazji. Sylwetkę gruszki wyróżniają pełniejsze biodra, krągła pupa, widoczne wcięcie w talii, a także węższe ramiona w porównaniu do bioder. Idealna sukienka do figury gruszki to taka, która podkreśli Twoje kobiece krągłości, ale jednocześnie wyrówna proporcje ciała. W takim celu warto rozglądać się za kreacjami, które optycznie poszerzą linię ramion i wysmuklą obfity dół. Sukienka do figury gruszki – zjawiskowe fasony, w których poczujesz się kobieco Zakupy staną się łatwiejsze, jeśli będziesz wiedziała, jaka sukienka dla figury gruszki będzie dobrym wyborem. Strzałem w dziesiątkę będą kreacje z dekoltem hiszpańskim lub takim w kształcie łódki. Bufiaste i falbaniaste rękawy również mile widziane. Im więcej dzieje się u góry sukienki, tym lepiej dla figury gruszki. Doskonałym wyborem będą też >>szmizjerki>kopertowe sukienki>bodycon<<. Figura rożek, zwana też odwróconym trójkątem, wyróżnia się szerokimi ramionami, wąską talią i bardzo szczupłymi biodrami. Posiadaczki tej atletycznej sylwetki, powinny rozglądać się za kreacjami, które nieco złagodzą sportowe kształty. Jeśli chcesz wyglądać proporcjonalnie i przede wszystkim kobieco, skup się przede wszystkim, na zatuszowaniu szerokich ramion. Stylowe sukienki dla figury rożek Jeśli masz figurę odwróconego trójkąta, skup się na poszukiwaniu sukienki, która optycznie zwęzi linię ramion i nada odpowiednich proporcji sylwetce. Możesz postawić na asymetryczne modele na jedno ramię lub z marszczonym dołem, które odwrócą uwagę od Twojego największego kompleksu. Wybierz też proste i kobiece slip dress i seksowne modele podkreślające szczupłą talię – pamiętaj, by nie wybierać sukienek na szerokich ramiączkach! Jaka sukienka dla figury rożek będzie totalną wpadką? Odpowiedź jest prosta: wszystkie kiecki, które powiększą górne partie ciała, czyli kreacje hiszpanki, modele gorsetowe i bez ramiączek. Jeśli masz figurę prostokąt, najprawdopodobniej posiadasz ramiona i biodra o podobnej szerokości i nie masz wcięcia w talii. Nierzadko ten typ sylwetki nazywany jest „chłopięcym”, dlatego podczas poszukiwań idealnej sukienki, powinnaś skupić się na dodaniu sobie kobiecych kształtów. Sukienki dla figury prostokąt, które optycznie wymodelują sylwetkę By nadać swojej sylwetce krągłości, warto postawić na sukienkę dla figury prostokąt z widocznym wcięciem w talii. Możesz postawić na modele z marszczeniem lub paskiem w tej partii ciała. W tej roli sprawdzą się świetnie sukienki trapezowe i ołówkowe. Doskonałym wyborem będą też kreacje z rozkloszowanym dołem – możesz śmiało pozwolić sobie na tiul i falbany, ale bez przesady, by nie uzyskać groteskowego efektu. Nie można zapominać także o uniwersalnej sukience kopertowej, która leży doskonale na każdym typie sylwetki – również kolumnie. Już wiesz jak dobrać sukienkę do typu figury, by wyglądać doskonale, ale i ewentualnie zatuszować mankamenty sylwetki. To nie Ty powinnaś dopasowywać się do kreacji, a one do Ciebie. Dlatego już teraz znajdź na odpowiedni model, który podkreśli wszystkie Twoje atuty. Szukasz więcej praktycznych porad? Zobacz też: Jak dobrać jeansy do figury? Przewodnik po fasonach Jak nosić botki do spódnicy? Stylizacje z efektem WOW Jakie buty do sukienki dobrać, by pasowały kolorystycznie? Może Cię zainteresuje
15 odp. Strona 1 z 1 Odsłon wątku: 4242 Zarejestrowany: 11-06-2010 18:03. Posty: 8329 IP: Poziom: Starszak 7 listopada 2013 22:45 | ID: 1038875 Czy można nauczyć się w dzisiejszych czasach,gdzie ludzie gadają i wymyślają niestworzone rzeczy na Twój temat,jakiegoś takiego obojętnego stosunku do tych wszystkich gadek,jak się nie przejmować,jak nie brać do głowy,jak wrzucić na luz,ja przyznam,że nie potrafię,strasznie jestem na to wrażliwa i biore to wszystko do serca,może macie jakąś dobrą radę dla mnie??? Ostatnio edytowany: 07-11-2013 22:46, przez: Joaśka35 1 Paulqa Poziom: Starszak Zarejestrowany: 24-08-2011 15:04. Posty: 14675 8 listopada 2013 06:14 | ID: 1038892 Chyba nie ma sprawdzonego sposobu. Mnie nauczyło życie żeby się nie przejmować. Nie warto! Ludzie co zechcą to powiedzą a widząc ze się zamartwiasz wykorzystują to i gadają jeszcze więcej. Mnie śmieszą wszystkie ploty na mój temat. 2 Dunia Poziom: Szkolniak Zarejestrowany: 10-03-2011 17:24. Posty: 18894 8 listopada 2013 07:48 | ID: 1038911 Mam podobnie jak Paulqa. Jak pokazujesz , ze przejmujesz się głupim gadaniem, to gaduły zawsze będą miały pożywkę. Jedyna rada i to skuteczna: ignorować. Ty najlepiej wiesz jaka jesteś i co jest prawdą. Przecież nie wywiesisz sobie transparentu na piersiach. Twoim transparentem ma być uśmiech i beztroski humor. To będzie jeszcze bardziej wkurzać plotkary. Ale takim nigdy ust nie zamkniesz. Masz fajną rodzinę i tym powinnaś się cieszyć i jej słuchać. To jest do zrobienia. Zacznij od dziś a będą efekty. 3 emis051 Poziom: Maluch Zarejestrowany: 30-10-2009 10:30. Posty: 706 8 listopada 2013 08:55 | ID: 1038926 Zgadza się, trzeba wierzyć w siebie, w swoje wartości. Trzeba się tego nauczyć i pokochać się taką a nie inną. To tudna i dlugotrwała nauka. Ale jesli tej umiejętności się nie zdobedzie, to Ci, którzy mają na Twój temat do powiedzenia więcej niż powinni mogą skutecznie zatruć Ci zycie i narobić wokół bagna. Jestem na etapie nauki i śadze że mam już kurs ku końcowi. Chyba. 4 alanml Poziom: Starszak Zarejestrowany: 27-10-2009 17:11. Posty: 30511 8 listopada 2013 09:43 | ID: 1038947 We wszystkim szukam tylko tego co pozytywne ciesze sie małymi rzeczami i to mi pomaga nie zadręczac sie. nejlepiej chce sie czuc sama ze soba. 5 Stokrotka Poziom: Pełnoletnia Zarejestrowany: 28-04-2009 15:58. Posty: 66128 8 listopada 2013 10:21 | ID: 1039001 Ludzie gadają i gadać będą. Przeważnie ci co swojego nie mają..Czekaj może za chwilę okaże się ktoś popularniejszy od ciebie . 8 listopada 2013 10:24 | ID: 1039004 Niestety nie da się tak obojętnie przejść obok tego .... 7 oliwka Poziom: Dzierlatka Zarejestrowany: 19-04-2008 00:57. Posty: 161880 8 listopada 2013 10:28 | ID: 1039010 Ja już to przerabiałam i teraz jestem na takie postępowania uodporniona a swego czasu wszystko brałam do siebie. Zrozumiałam, że głową muru nie przebiję a tylko moje nerwy szarpię. AGUŚ daję Ci radę - jeśli Ty jesteś w porządku to nie przejmuj się innymi - i głowa nie w dół ale do GÓRY !!! 8 Mameks60 Zarejestrowany: 07-09-2013 14:26. Posty: 4899 8 listopada 2013 11:21 | ID: 1039038 Dwie proste zasady :1 - unikaj " wylęgarni plotek " , 2 - nie dementuj zasłyszanych plotek. Plotkami zajmują się ludzie znudzeni swoim życiem i mocno zakompleksieni chcący podbudować swoje ja cudzym do góry będzie lepiej. 9 Joaśka35 Poziom: Starszak Zarejestrowany: 11-06-2010 18:03. Posty: 8329 8 listopada 2013 11:28 | ID: 1039041 a co zrobić jak ludziom kuje w oczy to i owo,i to są osoby po ,których najmniej się człowiek spodziewa:( 8 listopada 2013 11:32 | ID: 1039047 Joaśka35 (2013-11-08 11:28:19)a co zrobić jak ludziom kuje w oczy to i owo,i to są osoby po ,których najmniej się człowiek spodziewa:( Może trzeba im poiwedzieć prawdę w oczy? Że wiemy, że to oni i nie mają prawa takich rzeczy o nas opowidać. Poza tym ja kiedyś starszyłam skutecznie prawem cywilnym i sądem o znieważanie mojej osoby- przeszło. A sama nauczyłam się nie przejmowac. Czasem lepiej nie mieć pseudo- znajomych, albo jeszcze lepiej- wiedzieć, co można mówić, a co nie. 11 Kasia Sadowska Zarejestrowany: 13-12-2012 17:22. Posty: 2286 8 listopada 2013 11:33 | ID: 1039051 Niestety przerabiam to samo... A najgorzej obgadują mnie ludzie którzy zniszczyli mi życie. Wymyślają różne bzdury a co gorsza ,tak sobie wmówili,że chyba zaczynają w to wierzyć. to strasznie przykre jak ktoś zapomina ile ci zawdzięcza i woli towarzystwo kłamczuchów. Ale jak to mówią swój do swojego ciągnie... 12 Joaśka35 Poziom: Starszak Zarejestrowany: 11-06-2010 18:03. Posty: 8329 8 listopada 2013 11:38 | ID: 1039056 wczoraj spotkałam tę kobietę idącą chodnikiem ,uśmiechnięta od ucha do ucha,a we mnie coś się zblokowało i nie powiedziałam jej DZIEŃ DOBRY,wiedząc o jej występku,wiem ,że źle zrobiłam,bo chcąc nie chcąc ,prędzej czy później będę miała z nią kontakt,z racji jej zawodu.....buuuuuu i to mnie przeraża:( Ostatnio edytowany: 08-11-2013 11:42, przez: Joaśka35 13 Dunia Poziom: Szkolniak Zarejestrowany: 10-03-2011 17:24. Posty: 18894 8 listopada 2013 11:38 | ID: 1039057 Joaśka35 (2013-11-08 11:28:19)a co zrobić jak ludziom kuje w oczy to i owo,i to są osoby po ,których najmniej się człowiek spodziewa:( Takim ludziom zawsze będzie wszystko kłuło w oczy. czy będzie to nowa apaszka na Twojej szyi czy nowy samochód. Nie przejmuj się takimi ludźmi. Oni nie są tego warci abyś szarpała swoje nerwy. 14 ila Zarejestrowany: 24-09-2013 11:39. Posty: 1978 8 listopada 2013 11:45 | ID: 1039061 aguska798 (2013-11-08 11:32:03) Joaśka35 (2013-11-08 11:28:19)a co zrobić jak ludziom kuje w oczy to i owo,i to są osoby po ,których najmniej się człowiek spodziewa:( Może trzeba im poiwedzieć prawdę w oczy? Że wiemy, że to oni i nie mają prawa takich rzeczy o nas opowidać. Poza tym ja kiedyś starszyłam skutecznie prawem cywilnym i sądem o znieważanie mojej osoby- przeszło. A sama nauczyłam się nie przejmowac. Czasem lepiej nie mieć pseudo- znajomych, albo jeszcze lepiej- wiedzieć, co można mówić, a co nie. zgadzam się w 100%!!!! ja się ostatnio przejechałam na najbliższych, wieć postanowiłam że ( tak jak aguska napisała) muszę wiedzieć co mozna powiedzieć a co nie! Ja tez jestem bardzo wrażliwa na wszytskie docinki głupie teksty które padaja pod moim adresem, zawsze biore je do siebie, postanowiłam jednak to zmienić i od tego tygodnia powtarzam sobie że nie jestem gąbką która wchłania cała krytyke i jad innych ludzi. To że ludzie gadaja to i tak gadać będą a jakiś trzeba funkcjonować na tym świecie
O czym chcą czytać kobiety? Najczęściej o tym jak to zrobić, żeby czas dla siebie znaleźć pomiędzy dziećmi i pracą? Jak się nie zgubić w myśleniu, że niby wszystko robię, ale ciągle nic nie zrobione i lista wcale się nie kurczy? Jak nie popaść w beznadzieję kołowrotka codzienności? Wiele osób uważa, że planowanie zabija spontaniczność, że to nuda i czasochłonne zajęcie. Niech myślą tak nadal. Ja dzięki planowaniu MAM czas na spontaniczność, na kawę na mieście i doczytanie książki w dzień, nie jak zdycham ze zmęczenia przed północą. Dzięki planowaniu udało mi się osiągnąć wiele osobiście denerwuje bardzo kultura zapierdolu (pisałam o tym tutaj: konieczność zasłużenia na chwilę odpoczynku i popisywania się tym co kto osiągnął, podczas gdy moim celem jest robienie mniej ale na tyle wartościowych rzeczy, aby dawały mi satysfakcję i zarobek. Chcę być wypoczęta i mieć czas dla dzieci, męża i dla siebie. I chcę być zadowolona z siebie przy założeniu, że osiągnęłam swoje cele, a jednak się przy tym nie jest bardzo trudne, szczególnie w kulturze, która nakazuje nam myśleć, że tylko nadgodziny oznaczają, że jesteś produktywna, tylko wykończenie rodzi szacunek i stan, w którym nigdy nie odpoczywasz, bo przecież, jak wszyscy, nie masz na to to właśnie dlatego ja kilka minut każdego dnia poświęcam na Wam taką krótką historyjkę: kiedy w trakcie korony trybiki mi się przestawiły i poczułam, że nie ogarniam, zapisałam wszystko, co robię w domu. Od większych rzeczy typu zakupy, gotowanie, pranie, do pierdół typu opłaty, wymiana dziecięcej garderoby przed nowym sezonem i sadzenie roślin w ogródku. Kiedy to wszystko zapisałam wiedziałam, że coś się musi zmienić, bo to za dużo dla jednej osoby. Ba! Dwie ledwo by dały radę. Ja te rzeczy robiłam z automatu, bo my kobiety pamiętamy o wszystkim (pisałam o tym tutaj: i już tak po prostu jest i koniec. Nie dajemy sobie wielu zasług, ordery z ziemniaka też jakby zarezerwowane ledwo na Dzień Matki, średnio zauważamy te miliony obowiązków. Dopiero jak wypunktujesz widzisz, żeś mistrzyni ogarniania i zarządzania jest jeden z powodów, dla których ja planuję. Planuję, żeby biało na czarnym zobaczyć, że to się nie zepnie. Oczywiście, że papier każdy mój plan przyjmie, ale jak sobie dopiszę godziny i czas, jaki dana czynność zajmuje, widzę, że się nie uda, bo doba ma tylko 24 godziny. Planuję, żeby skreślać moje wybujałe wyobrażenia i realnie podchodzić do kwestii zarządzania czasem, który mam i swoimi oczekiwaniami vs możliwościami. Trochę realizmu nie daje mi poczucie, że coś jestem w stanie w swoim życiu kontrolować, nawet w te dni, kiedy dziecko budzi się z glutem czy pies od rana wymiotuje i nic nie zrobię, bo muszę na cito do pozwala mi zadecydować ile czasu i na co poświęcam. Ile zabiera mi praca, ile obowiązki domowe. Planowanie to nauka systematyczności. Planowanie posiłków i obowiązków doskonale porządkuje na kartce osiągnięcia pozwalają mi docenić siebie w myśl stwierdzenia – zrobiłam wystarczająco dużo. Może i nie wszystko i nie tyle, co pani x, ale wystarczająco dużo. Nie muszę się z nikim porównywać, bo wiem, że mam swoje cele i możliwości ich osiągnięcia. Mam to zapisane, bo wolę znać swojego wroga. Żart. Ale coś w tym jest – kiedy mam „tyle roboty” trochę się stresuję, czy zdążę, czy się wyrobię, a kiedy wiem dokładnie CO mam zrobić, jakoś mi łatwiej się do tego zabrać, mniej mnie to plany dzienne i tygodniowe, bywają też miesięczne. Mam dzieci, więc wiem, że czasami się po prostu nie da. Nie wszystko jest kwestią organizacji (pisałam o tym tutaj: oj nie, nie. Mam plan na dany tydzień, jak się nie uda w poniedziałek, może się uda w czwartek? Na kwiecień miałam plan posprzątania 4 pokoi i 2 szaf. Zrobiłam 4 pokoje i 1 szafę. Kolejna zostanie na ostatni tydzień, w końcu nie wszystko na raz! Ważne, że jest progres. Lubię jak postęp jest taki widoczny. Planuję, bo lubię odhaczać. Zrobione, skreślone, idziemy dalej z tym żyćkiem!Planuję, bo dla mnie to ważne. Chcę codziennie zauważyć w planie czas dla mnie. Na przyjemności, nie tylko obowiązki! Planowanie to dla mnie oszczędność nie planuję nikogo przekonywać do tego, że im pełniejsze jest Twoje życie tym lepszego planu potrzebujesz. A skąd! Nie ma nic gorszego niż obca baba mówiąca Ci co jest dla Ciebie najlepsze. Ja tylko namawiam do spróbowania. To nic nie kosztuje, potrzebujesz tylko kilku minut, czegoś do pisania i kartki papieru. Może też wkrótce się okaże, że jesteś mistrzynią organizacji?
Home Miłość i RelacjePrzyjaciele i Znajomi zapytał(a) o 22:21 Jak nie brać wszystkiego do siebie ? Nie chodzi mi o opinie ludzi bo po niektórych to po mnie spływa ale np przyjaciel powiedział bym nie brała wszystkiego do siebie i bym się tak nie starała ? jak przestać się starać nie umiem po prostu chce by wszystko było idealne dla niego xd Odpowiedzi skirzyn odpowiedział(a) o 22:22 skoro jest Twoim przyjacielem powinien Cie zaakceptować taką jaka jestes ale chce się dla niego starać a on się troche zaczyna mnie bać i o to chodzi :( blocked odpowiedział(a) o 22:28 może się boi ze przez to zbytnie staranie coś czujesz do niego Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
jak nie brac do siebie wszystkiego