W Watykanie hierarchowie kościoła katolickiego z papieżem na czele czczą Lucyfera księcia ciemności. Dwaj Papierze i kardynałowie spotkali się by odprawić mi
Lucyferianizm – systemy wierzeń, zarówno teistycznych, jak i ateistycznych, w których przedmiotem rozważań jest natura dobra i zła, które symbolizuje Lucyfer. Lucyferianizm odnosi się do judeochrześcijańskiej koncepcji dobra i zła. Niekiedy lucyferianizm jest błędnie utożsamiany z satanizmem.
Tłumaczenia w kontekście hasła "mi to na jakieś satanistyczne" z polskiego na angielski od Reverso Context: Wygląda mi to na jakieś satanistyczne rytuały.
21.08.2021 19:46. Program został nagle przerwany. Widzowie zobaczyli satanistyczny rytuał. 25. Niecodzienny widok ujrzeli w piątek widzowie australijskiej telewizji ABC. Program informacyjny został nagle przerwany. Stacja pokazała fragment satanistycznego obrzędu.
Demon w Watykanie. Legioniści Chrystusa i sprawa Maciela - Giansoldati Franca, w empik.com: 22,90 zł. Przeczytaj recenzję Demon w Watykanie. Legioniści Chrystusa i sprawa Maciela.
Głos z ciemności, Kraków 2016, s. 96–98. 36 W obszernym wywiadzie wydanym drukiem w 2016 r. kwestia oskarżeń o propagowanie satani- zmu i w ogóle wątki satanistyczne w jego biografii przedstawione zostały bardzo oględnie, bio- rąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi Kostrzewskiego w mediach i recepcję jego twórczości w latach
Paliły się świece, na ziemi był wymalowany pentagram, na ścianach inne satanistyczne symbole: odwrócony krzyż, trzy litery F, co oznacza w Apokalipsie św. Jana liczbę bestii – 666. Jana
z2JbdS. RZYM „Powinniśmy być zjednoczeni z naszym Panem tak bardzo, abyśmy mogli naśladować Jego życie w naszym życiu, aby nasze myśli, słowa i czyny były wyrazem Jego nauki, aby On mógł w nas panować i żyć”. Karol de Foucauld Gdy ksiądz Gary Thomas wysiadł na Via delle Fornali o godzinie 7:45, rankiem 13 października 2005 roku, droga już była sparaliżowana przez korki. Sznur samochodów i autobusów posuwał się z wolna w kierunku skrzyżowania z Via di Porta Cavalleggeri, wpadającą do tunelu w dole kanionu, utworzonego przez cztero— i pięciokondygnacyjne budynki, które biegły wzdłuż podnóża Gianicolo, jednego z licznych wzgórz Rzymu. Funkcjonariusz policji drogowej, wyglądający niczym kapitan linii lotniczych przystrojony w pagony, robił co w jego mocy, aby utrzymać porządek. Ruchami ręki sygnalizował pojazdom przejazd i popiskiwał gwizdkiem na bardziej agresywnych motocyklistów. Gdy tylko światło zmieniało się na zielone, kierowcy natychmiast uderzali w klaksony. Po obu stronach drogi udający się rano do pracy mieszkańcy pospiesznie mknęli w stronę Watykanu — drażniący zapach dymu papierosowego snuł się za nimi niczym smuga za samolotem. Od czasu do czasu, wskakiwali do kafejki po poranne cappuccino, a wycie ekspresu ciśnieniowego wydostawało się na ulicę. Stojąc na rogu, pochwycony przez ten chaos, ksiądz Gary zatrzymał się na moment, aby napawać się sceną, która sprawiała wrażenie ożywionej egzotycznej pocztówki. Ta godzina szczytu nie przypominała żadnej, w której uczestniczył w San Francisco, skąd pochodził. Miasto, samochody, ludzie — wszystko wydawało się współgrać ze sobą niczym ogromna orkiestra. Mimo że miał na sobie czarną sutannę, z łatwością wtopił się w uliczny tłum. Rzym jest przecież pełen księży. Według niektórych szacunków, wąskimi uliczkami miasta przemieszcza się ich ponad piętnaście tysięcy, nie licząc kilku tysięcy seminarzystów, którzy również noszą koloratkę i strój duchowny[10]. Poza tym, biorąc pod uwagę wszystkie kaplice, klasztory męskie i żeńskie oraz setki kościołów, nie wspominając samego Watykanu, nie dziwi fakt, że ksiądz Gary nazwał to miasto „aortą chrześcijaństwa”. I, jakby na przypomnienie tego faktu, stał właśnie naprzeciw ogromnego palazzo, miejsca pracy Kongregacji ds. Wiary, nadzwyczaj ważnego strażnika doktryny Kościoła. Za nim, oświetlona w oddali kopuła Bazyliki św. Piotra unosiła się ponad szczytami budynków niczym swoista wizja. Widok ten — który ksiądz Gary oglądać mógł z okna sypialni — nie przestawał go poruszać. W Rzymie czuł, że jest częścią czegoś większego niż on sam, większego aniżeli drobne codzienne troski, które czasami mogą przytłaczać proboszcza. „Gdy jest się proboszczem, trzeba nosić dziewięć różnych nakryć głowy — miał powiedzieć później z nutą żalu. — Nie chodzi o to, że wszytko sprowadza się do pracy administracyjnej. Odciąga ona jednak od rzeczy, które są ważniejsze, takich jak na przykład dbanie o życie modlitewne wiernych”. Mając wówczas pięćdziesiąt dwa lata, pożegnał się dopiero co ze swoją funkcją w parafii św. Mikołaja w Los Altos w Kalifornii, gdzie służył przez piętnaście lat jako proboszcz. Mimo że praca w parafii sprawiała mu ogromną radość i pomimo licznych przyjaźni tam nawiązanych, wyczerpujące codzienne obowiązki proboszcza dały mu się mocno we znaki. Nie tylko pomógł całkowicie odnowić kilka budynków szkoły parafialnej, ale także zebrał miliony dolarów na przekształcenie starego refektarza w najnowocześniejszy dom kultury, który, nawiasem mówiąc, tak przypadł parafianom do gustu, że nazwali go jego imieniem. Wyświęcony w 1983 roku, ksiądz Gary był księdzem od dwudziestu dwóch lat, a przez ten czas i widział — i przeżył — wiele. W roku 1997 nieomal zginął w straszliwym wypadku. Podczas wędrówki pieszej po pogórzu Yosemite spadł z osiemnastometrowego urwiska na kamieniste dno rzeki. Cudem przeżył i czasem tego żałował podczas bolesnego dwuletniego okresu rekonwalescencji. Średniego wzrostu i średniej budowy, z przerzedzonymi, ale schludnie zaczesanymi brązowymi włosami i złotymi okrągłymi okularami w drucianych oprawkach, ksiądz Gary miał wygląd osoby skromnej, gotowej nieść innym ukojenie. Nie rzucając się w oczy, roztaczał wokół siebie cichą aurę człowieka, który kocha swoją pracę i wie, że jest bardzo dobry w tym, co robi. W związku z tym, że przepisy obowiązujące w jego diecezji wymagają przeniesienia księży po piętnastu latach służby, ksiądz Gary wykorzystał tę sposobność, aby wziąć zasłużony urlop naukowy. Rzym, z jego licznymi seminariami i prestiżowymi uczelniami, stwarza wizytującym go księżom wyjątkowe możliwości. Dla wielu studia na papieskich uczelniach, w tym na przykład na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim, na którym kształciło się czternastu poprzednich papieży i dwudziestu świętych, są wysoce pożądanym przywilejem. Większość studiuje w trybie dziennym, przygotowując się do uzyskania tytułu licencjata lub realizując program studiów doktoranckich. Niektórzy księża wysyłani są przez swoją diecezję do Rzymu z innych powodów lub, jak w przypadku księdza Gary'ego, biorą urlop naukowy, aby kontynuować edukację. Jednym z programów skierowanych do tej ostatniej grupy jest Instytut Dalszego Kształcenia Teologicznego przy Północnoamerykańskim Kolegium pod nazwą NAC, największym amerykańskim seminarium poza granicami kraju. Założony w latach siedemdziesiątych, w celu wdrażania niektórych zaleceń Soboru Watykańskiego II dotyczących odnowy kapłaństwa, instytut zaczął oferować urlopowe programy naukowe w kolegium NAC księżom, którzy chcieli śledzić aktualne trendy w Kościele. Jednocześnie, uczestnicy danego programu mieli okazję cieszyć się Rzymem i poznawać innych duchownych z całego świata. W kwietniu ksiądz Gary zapisał się na kurs dalszego kształcenia odbywający się od września do listopada, po którym miał zamiar uczestniczyć w kilku zajęciach dotyczących duchowości w Angelicum, papieskim uniwersytecie prowadzonym w całym mieście przez dominikanów. Gdy w sierpniu 2005 roku po raz pierwszy przybył do miasta — przerażało go. I nie chodziło jedynie o barierę językową — nie znał wszak włoskiego. Poruszanie się po labiryncie niezliczonych uliczek również okazało się wyjątkowo trudne Teraz, przebywając tu od dwóch miesięcy, śmiał się z samego siebie na myśl o przeżywanym wcześniej niepokoju. Znał system komunikacji autobusowej tak samo dobrze jak miejscowi i mógł udać się w zasadzie wszędzie, dokąd chciał. Oprócz pobytu w kolegium NAC i uczestniczenia w innych zajęciach, ksiądz Gary otrzymał jeszcze inne istotne zadanie: jego biskup poprosił go, aby przeszedł specjalny kurs dla przyszłych egzorcystów. Tego dnia, nawiasem mówiąc, był w drodze na pierwsze zajęcia. Obawiając się spóźnienia, skręcił w górę Via de Gasperi i przyspieszył kroku. *** Zimą 2005 roku, kiedy czas posługi księdza Gary'ego w parafii św. Mikołaja dobiegał końca, egzorcyzmy były ostatnią rzeczą, o której myślał. Na comiesięcznym spotkaniu bractwa Jesus Caritas zaskoczony był, gdy jego dobry przyjaciel, ksiądz Kevin Joyce, wspomniał, że Watykan wysłał do wszystkich diecezji w Stanach Zjednoczonych list z prośbą o wyznaczenie egzorcysty, a biskup wytypował właśnie jego[11]. Wysoki i szczupły, o wyglądzie intelektualisty, ksiądz Kevin był uosobieniem życzliwego, opanowanego kapłana. Wydaje się jednak, że najbardziej uderzające były jego młodzieńczość i wigor. Choć miał już pięćdziesiąt dwa lata, z łatwością mógł uchodzić za młodszego o piętnaście lat. Ksiądz Gary znał księdza Kevina od ponad dwudziestu lat, a zważywszy na jego wykształcenie (doktorat z katechetyki, specjalizacja w zakresie duchowości), wydawał mu się idealnym kandydatem na egzorcystę. Ksiądz Kevin oznajmił jednak, że nie zamierza przyjąć wyboru biskupa. Niedawno utworzył diecezjalne centrum duchowości i nie miałby czasu dla pełnienia obu funkcji. Informacja o tym, że diecezja planowała powołać egzorcystę, zupełnie zaskoczyła księdza Gary'ego. Temat złych duchów czy opętania demonicznego nie był poruszany zbyt często w jego parafii. W poprzednim roku jedynie dwukrotnie mówił o diable podczas mszy świętej. Po jednym z takich wystąpień, któryś parafianin poprosił go, żeby nie robił tego więcej, gdyż straszy jego dzieci. Najogólniej rzecz ujmując, opętanie nie było popularnym tematem wśród księży. Choć jego stosunek do diabła nie był ambiwalentny, to ksiądz Gary nie zaprzątał sobie nim głowy. Zdawał sobie sprawę z tego, że istniała duża różnica między koncepcjami złego uczynku a uosobionej formy zła. Świadom był również tego, że dobrzy ludzie czasami czynią zło, ale tego, czy jego bezpośrednim sprawcą jest diabeł, nie potrafił powiedzieć. Wracając myślami do skromnej wiedzy dotyczącej egzorcyzmów, jaką wyniósł z seminarium, przypomniał sobie, że podstawy opętania demonicznego są solidnie ugruntowane w samej Biblii. Poza tym jednym miał w głowie zupełną pustkę. Przez cały dotychczasowy okres swojego kapłaństwa nie słyszał o ani jednym przypadku opętania demonicznego czy odprawiania egzorcyzmów. Teraz jednak intensywnie zastanawiał się nad tym starożytnym i tajemniczym obrzędem. Czy wyraziłby zgodę, gdyby został powołany do takiej służby? Nie przerażała go wizja konfrontacji z diabłem, mimo że oznaczała możliwość uczestniczenia w osobliwych lub odrażających zjawiskach. Zanim został księdzem, odkąd skończył czternaście lat pracował przy pogrzebach. Posiadał nawet licencję balsamisty. Przez te wszystkie lata napatrzył się na różne okropności, na przykład na oszpecone ciała, z których niektóre spalone były nie do poznania. Wiedział, że jest w stanie znieść prawie wszystko. Niesienie pomocy innym było jednym z powodów, dla których zdecydował się zostać księdzem. Czyż nie to właśnie czynił Jezus, gdy wyrzucał złe duchy i uzdrawiał chorych? Po zgłoszeniu swojej kandydatury w miejsce księdza Kevina, ksiądz Gary otrzymał ostatecznie odpowiedź, gdy na konferencji dla kapłanów natknął się na swojego biskupa. Ten zachwycony był faktem, że ksiądz Gary był chętny objąć wspomnianą funkcję. Oświadczył mu, że w przeciągu ostatnich dwudziestu czterech lat w całej diecezji San Jose przeprowadzono jedynie dwa dochodzenia dotyczące potencjalnego opętania demonicznego. Uśmiechając się, dodał ze swoim irlandzkim akcentem: — Mam nadzieję, że i ja nie będę musiał prosić księdza zbyt często o pomoc. Gdy rozmowa zaczęła dobiegać końca, ksiądz Gary wyznał z niepokojem, że przydałoby mu się jakieś formalne szkolenie. Biskup wprowadził go wówczas w temat kursu dla egzorcystów w Rzymie. — Wpisze się to doskonale w program urlopu naukowego księdza — powiedział. *** W przeciwieństwie do kościoła katolickiego w Ameryce, gdzie o egzorcyzmach mówi się jedynie szeptem, włoska opinia publiczna mniej boi się tego tematu. W 1986 roku papież Jan Paweł II wypowiadał się wielokrotnie na temat diabła, przypominając wiernym o zagrożeniach z nim związanym oraz o realnej możliwości opętania cielesnego. Całkiem niedawno, bo 14 września 2005 roku, papież Benedykt XVI gościł w Watykanie sporą grupę egzorcystów, zachęcając ich do tego, aby kontynuowali pracę w służbie Kościołowi. Dzisiaj egzorcyzmy przeżywają we Włoszech rozkwit. Nie tylko liczba oficjalnie ustanowionych i przeszkolonych specjalistów stale wzrasta (szacowana jest na 350—400 kapłanów), ale w 1992 roku powstało także Międzynarodowe Stowarzyszenie Egzorcystów, przypominające stowarzyszenie czeladnicze. Poza tym, za sprawą serii brutalnych przestępstw związanych z sektami satanistycznymi, policja, przy współpracy Kościoła, stworzyła w 2006 roku jednostkę specjalną o nazwie Brygada do walki z sektami (Squadra anti sette), której zadaniem jest badanie zjawisk tego rodzaju. We Włoszech zainteresowanie egzorcyzmami stale wzrasta od 1998 roku, kiedy to obrzęd egzorcyzmu, ujednolicony pierwotnie w Rytuale Rzymskim w 1614 roku, został w końcu uaktualniony zgodnie z wymogami Soboru Watykańskiego II z lat 1962—1965, wzywającego do odnowy wszystkich rytuałów w Kościele. Rytuał egzorcyzmów był jednym z ostatnich nad którymi pracowano. Dziennikarze węszyli w poszukiwaniu rewelacji, a ksiądz Gabriele Amorth był dla nich łakomym kąskiem. Jako oficjalny egzorcysta Rzymu i poczytny autor, już wówczas był postacią znaną z telewizji we Włoszech i zagranicą[12]. W swoich książkach i wywiadach potępiał cały szereg zjawisk, które określał jako satanistyczne, w tym między innymi historie o Harrym Potterze[13]. Zwracał także uwagę na coś, co, jego zdaniem, jest zwiększającą się władzą diabła w laickim świecie, kierującym się coraz bardziej w stronę okultyzmu w poszukiwaniu odpowiedzi. W jeszcze gorszym położeniu, zdaniem księdza Amortha, był sam status egzorcysty. W wywiadzie opublikowanym w katolickim magazynie „30 dni” w roku 2001 powiedział: „Nasi bracia księża, którym powierzono to delikatne zadanie traktowani są jak szaleńcy, fanatycy. Ogólnie rzecz biorąc, nie są specjalnie tolerowani nawet przez biskupów, którzy ich ustanowili”[14]. Wielokrotnie ganił zarówno biskupów, jak i księży za ich ignorancję: „W ciągu trzech ostatnich wieków Kościół łaciński prawie całkowicie porzucił posługę egzorcyzmowania”[15]. O ile problem ten w niektórych regionach Włoch bywa poważny, to poza ich granicą jest wręcz przerażający: „W niektórych krajach nie ma ani jednego egzorcysty, na przykład w Niemczech, Szwajcarii, Hiszpanii czy Portugalii”[16]. Twierdził także, że są miejsca, takie jak Francja, gdzie powołuje się egzorcystów, którzy nie wierzą nawet w to, co robią. 18 maja 2001 roku Konferencja Episkopatu Włoch na spotkaniu plenarnym w Watykanie wydała oficjalne oświadczenie: „Jesteśmy świadkami odrodzenia dywinacji, wróżbiarstwa, czarów i czarnej magii, często w połączeniu z przesądnym wykorzystaniem religii. W niektórych środowiskach zabobony i magia mogą współistnieć z rozwojem naukowym i technicznym, na tych obszarach, na których nauka i technologia nie są w stanie udzielić odpowiedzi na podstawowe problemy życia”. Według Wspólnoty Papieża Jana XXIII (Associazione Comunità Papa Giovanni XXIII), około dwudziestu pięciu procent Włochów, tj. czternaście milionów, zajmuje się okultyzmem w takiej czy innej formie[17]. Na przykład na południu Włoch, wciąż istnieją grupy, które praktykują tarantyzm — wiarę w to, że człowiek może zostać opętany przez ugryzienie pająka, podczas gdy późną nocą na kanałach telewizji kablowej tłoczą się karciani wróżbici, oferując okultystyczne przedmioty, w tym amulety szczęścia[18]. Proceder ten nie ogranicza się jedynie do Włoch. W 1996 roku, na przykład, francuski urząd skarbowy ujawnił, że w poprzednim roku 50 000 podatników zarejestrowało działalność uzdrowicielską, mediumistyczną lub tym podobne[19]. W tamtym okresie, w całym kraju było jedynie 3600 księży katolickich. Niemniej jednak, tym, co zaniepokoiło Kościół najbardziej, były szacunki, według niektórych zawyżone, podające, że we Włoszech istnieje aż 8 000 sekt satanistycznych zrzeszających ponad 600 000 członków[20]. *** Kurs pod nazwą „Egzorcyzmy i modlitwy o uwolnienie” był dzieckiem doktora Giuseppe Ferrari'ego, krajowego sekretarza Grupy ds. Badań i Informacji Społeczno-religijnych (Gruppo di Ricerca e Informazione Socio-Religiosa), organizacji katolickiej z siedzibą w Bolonii, która zajmuje się problemem nowych kultów i innych religii. Według doktora, pomysł ten zrodził się około roku 2003, przy okazji spotkania z księdzem z diecezji Imola, który opowiadał mu, jak do coraz większej liczby jego kolegów po fachu przychodzili parafianie cierpiący z powodu okultyzmu. Albo rozważali odejście z Kościoła, albo skarżyli się na działanie demonicznych mocy. W wielu przypadkach księża czuli się tak niekompetentni, że odsyłali ich po prostu z niczym. Po przeanalizowaniu stosunku Kościoła do powoływania i szkolenia egzorcystów, doktor Ferrari zrozumiał, że każdy z nich pozostawiony był samemu sobie. Rozwiązanie problemu było proste: należało stworzyć kurs na poziomie uniwersyteckim, który by ich szkolił[21]. Doktor Ferrari przewodniczył grupie znajomych i kolegów, składającej się z kilku profesorów teologii, lekarzy i egzorcysty, którzy stworzyli roboczy sylabus. Studenci mieli poznać całe spektrum zagadnień z dziedziny historii, teologii, socjologii i medycyny, w celu wniknięcia pod powierzchnię sensacyjnego aspektu egzorcyzmów. Cel był prosty: wyposażyć kapłanów w wiedzę potrzebną do rozeznawania, gdzie i kiedy szatan jest aktywny, a także zaopatrzyć tych kilku, którzy zostaną egzorcystami — jak na przykład ksiądz Gary — w umiejętności niezbędne do walki z nim. Pozostawało pytanie, gdzie ta nauka miałaby się odbywać. Wtedy właśnie doktor Ferrari wszedł w kontakt z rektorem Ateneo Pontificio Regina Apostolorum, ojcem Paolo Scarafonim, i pozostałe elementy układanki zaczęły do siebie pasować. *** Otwarty w roku 2000 elegancki i nowoczesny obiekt Regina Apostolorum, z dużymi oknami i o prostej formie, stanowi duży kontrast dla antycznej atmosfery śródmiejskiego Rzymu. Zadbane ścieżki i rozległy teren kampusu położonego na wzgórzu można by z łatwością pomylić z siedzibą firmy informatycznej z Doliny Krzemowej skąd pochodzi ksiądz Gary, gdyby nie grupki księży przemieszczających się tam i z powrotem w czarnych sutannach. Program nauczania w kolegium przygotowany przez konserwatywnych Legionistów Chrystusa, organizację porównywaną do Opus Dei, jest zdecydowanie prawicowy i odzwierciedla ortodoksyjne nauczanie hierarchii Kościoła w wielu różnych kwestiach, nawet badań nad komórkami macierzystymi[22]. Kurs dla egzorcystów prowadzony był w dużej, ultranowoczesnej sali. O ile modernistyczne otoczenie wydawało się osobliwą scenerią do nauczania egzorcystów, to jasne, futurystyczne wnętrze sprawiało jeszcze bardziej kuriozalne wrażenie. W rzeczy samej, na tle białych ścian i sufitów naznaczonych wzorami tej samej barwy, dużych okien i świetlików bardziej pasowaliby tu technicy w białych fartuchach niż franciszkanie w brązowych habitach przewiązanych sznurem i w sandałach. Po tym jak ksiądz Gary wybrał pięciominutową podróż pociągiem ze Stazione San Pietro, zamiast uciążliwej, godzinnej jazdy autobusem w porannym korku, przecinał teraz teren kampusu, podziwiając jego czystość i schludność. To pozytywne wrażenie przybrało jeszcze na sile, gdy rozpoczął wspinaczkę po marmurowych schodach w jasno oświetlonym wnętrzu. Gdy dotarł na pierwszy wykład, okazało się, że przed drzwiami do sali zebrał się tłum studentów, dialogujących przyjacielsko i przeglądających stertę materiałów reklamujących uczelnię, umieszczonych na stoliku obok. Wyglądało na to, że frekwencja jest duża. Księdza Gary'ego zaskoczyła jednak przede wszystkim obecność mediów. Kilka kamer telewizyjnych ustawiono z tyłu sali oraz wzdłuż przeciwległej ściany. Pierwsze zajęcia kursu, który rozpoczął się zimą 2005 roku spowodowały w mediach niemałe poruszenie. Zaintrygowani pomysłem sponsorowanego przez uniwersytet kursu tajemnych egzorcyzmów, przedstawiciele prasy i telewizji tłumnie przybyli na miejsce, a i nagłówki w gazetach robiły wrażenie: „Egzorcyści wracają do szkoły”, „Księża odświeżają wiedzę o egzorcyzmach”. Rozgłos okazał się pomocny dla organizatorów — był sygnałem dla świata, że Kościół nie wstydzi się już egzorcyzmów. W rezultacie, szkoła zdecydowała się powtórzyć kurs w jesienno-zimowym semestrze 2005/2006 roku, wprowadzając jedynie kosmetyczne zmiany. Kurs ten prowadzić mieli wszyscy profesorowie wykładający poprzednio, z tą różnicą, że zajęcia miały być również transmitowane za pośrednictwem wideokonferencji w filiach w Bolonii, Modenie i kilku innych miastach. Oprócz tego, na ostatnich zajęciach kilku prominentnych egzorcystów miało podzielić się swoimi doświadczeniami, a także odpowiadać na pytania słuchaczy. Tym razem jednak, kurs miał być przeznaczony nie tylko dla księży, ale również dla psychologów i lekarzy, chętnych dowiedzieć się, na przykład, jak odróżnić chorobę psychiczną od opętania. Gdy ksiądz Gary usłyszał od swojego biskupa o kursie dla egzorcystów, skontaktował się z kilkoma Legionistami z diecezji, szukając osoby, od której mógłby się dowiedzieć czegoś więcej. Zakonnicy podali mu nazwisko księdza, który był wówczas członkiem kadry uniwersyteckiej. Kilka tygodni przed wyjazdem z Kalifornii, ksiądz Gary skontaktował się z nim, dzięki czemu dowiedział się nieco więcej na temat tego, co może go czekać. Mimo że kurs rozplanowano aż na cztery miesiące, od października do lutego, początkujący egzorcyści mieli spotykać się jedynie raz w tygodniu — w czwartki rano, między 8:30 a 12:30. Pięć wykładów miało odbyć się od połowy października do późnego listopada, a kolejne pięć — od stycznia do 9 lutego. Prawdopodobnie najważniejszą rzeczą, o jakiej przyszło mu się dowiedzieć, było to, że kurs prowadzony był jedynie w języku włoskim. Rozczarowany w pierwszej chwili, ksiądz Gary uspokoił się, przyjmując, że ze względu na obecność księży z całego świata, szkoła z pewnością zapewnia tłumaczy. Kiedy jednak zwrócił się do jednego z organizatorów kursu, dopytując o tę kwestię, ten oznajmił mu bezceremonialnie, że tłumacza nie będzie. Ani dziś, ani w przyszłym tygodniu. Jak miał się czegokolwiek nauczyć, jeśli nie znał języka? Przygnębiony, udał się w stronę rzędów ławek, które szybko się zapełniały. Sala podzielona była na dwie części, składające się z długich stołów, przypominających ławy kościelne. Z przodu sali ustawiono niskie, podłużne podium, podobne do tych, jakie spotyka się na konferencjach i sympozjach. Powyżej znajdował się pusty ekran. Przy podium umieszczono krzyż, a na tylnej ścianie neorealistyczną ikonę Chrystusa w koronie cierniowej. Przyciemnione okna, ciągnące się przez całą długość jednej ze ścian, wychodziły na duży trawiasty krąg, wewnątrz którego samotnie rosło drzewo oliwkowe. Kilka minut później, gwar w sali przycichł, a grupa księży i urzędników kościelnych w milczeniu kolejno weszła na podium. Za przykładem organizatora, wszyscy wstali i odmówili po włosku modlitwę Pańską, a następnie „Zdrowaś Maryjo”. Kurs miał się rozpocząć. Pierwszym prelegentem był biskup, którego ksiądz Gary nie rozpoznał, natomiast wielu z obecnych najwyraźniej tak. Nazywał się Andrea Gemma i, mając siedemdziesiąt cztery lata, był szanowanym egzorcystą oraz jednym z niewielu biskupów, którzy osobiście dokonywali egzorcyzmów. Był także autorem dobrze przyjętej książki Io, Vescovo Esorcista (Ja, biskup egzorcysta). Gdy monsignor Gemma przemawiał, ksiądz Gary próbował zrozumieć cokolwiek, ale bez rezultatów. Od czasu do czasu wyłapywał wyraz, który brzmiał znajomo; zanim jednak zdążył rozszyfrować jego znaczenie, biskup przechodził do następnego wątku. Po krótkim czasie ksiądz Gary skapitulował, zaintrygowany widokiem pracowników telewizji, którzy, poruszając się w przejściach, najeżdżali nachalnie wielkimi kamerami na twarze słuchaczy. W trakcie przerwy został namierzony przez anglojęzycznych reporterów. Pozostałą część poranka spędził więc odpowiadając na ich pytania, informując ich konsekwentnie, że nie orientuje się w temacie egzorcyzmów. Później wsiadł do pociągu zmierzającego do Rzymu. Był rozczarowany. Niczego się nie nauczył, a cyrkowy charakter pierwszego dnia sprawił, że zaczął się zastanawiać, czy cały ten kurs nie będzie zwykłą stratą czasu. Początek był mało obiecujący. Ksiądz Gary miał oczywiście nadzieję, że drugie zajęcia okażą się lepsze. [10] Por. Allen, Jr., Wszyscy ludzie papieża: Watykan za zamkniętymi drzwiami, tłum. A. Madziarska, J. Madziarski, Warszawa 2009. [11] Wspólnota naśladująca Karola de Foucauld, urodzonego w Sztrasburgu w 1858 roku. Utraciwszy wiarę w młodości, Foucauld służył jako oficer armii w Północnej Afryce, a także wziął udział w wyprawie do Maroka w 1883 r. Po powrocie do Francji udał się na pielgrzymkę do Jeruzalem, gdzie przez siedem lat przebywał w klasztorze trapistów. Wyświęcony w 1991 r., zapragnął żyć jak Jezus, pośród osób najbardziej odrzuconych. Mieszkał na pustyniach Północnej Afryki i stworzył podwaliny duchowej rodziny bazującej na Ewangelii. Umarł przed zakończeniem swego dzieła, zamordowany przez maruderów w 1916 roku. Dzisiaj bractwo Jesus Caritas realizuje pragnienie Karola de Foucauld, aby „przebywać w obecności Boga, żyjąc jednocześnie wśród ludzi”. (Cytat zaczerpnięty ze strony internetowej dostęp przyp. tłum.). Członkowie bractwa spotykają się raz w miesiącu. Rozmawiają o Piśmie świętym, modlą się przed Najświętszym Sakramentem oraz opowiadają o swoim życiu. [12] Ostatnie z jego wystąpień miało miejsce 6 czerwca 2008 roku. Zarówno Wyznania egzorcysty (1991), jak i Nowe wyznania egzorcysty (2002) stały się europejskimi bestsellerami. Ksiądz Amorth pojawiał się w licznych publikacjach, w tym na łamach „The Daily Telegraph” (Nick Pisa, Vatican to Create More Exorcists to Tackle Evil, 30 grudnia 2007) i „The New York Times”, 1 stycznia 2002. [13] W 2002 roku ksiądz Amorth powiedział włoskiej agencji prasowej ANSA, że „pod fenomenem Harry'ego Pottera widnieje podpis księcia ciemności, diabła”. Potępił także próby rozróżniania białej i czarnej magii: „Taki podział de facto nie istnieje, gdyż magia zawsze jest ukłonem w stronę diabła”. Jego wywód stał się obiektem publicznej debaty i został opisany w wielu magazynach oraz na licznych portalach internetowych, w tym także w artykule A Priest Not Intimated by Satan or by Harry Potter w „The New York Times”, styczeń 2002. Całkiem niedawno, bo 15 stycznia 2008 roku, pewien włoski uczony skomentował książki o Harrym Potterze w oficjalnej gazecie Watykanu „L'Osservatore Romano”, pisząc, że rzeczona seria wpisuje się w „starą gnostycką pokusę mieszania zbawienia i prawdy z tajemną wiedzą”. Oprócz ataków na Harry'ego Pottera, ksiądz Amorth wypowiadał się również na temat Hitlera i Stalina, którzy, jego zdaniem, byli opętani przez diabła, „The Daily Mail”, Londyn, Nick Pisa, 28 sierpnia 2006. [14] Paci, The Smoke of Satan in the House of the Lord; tekst po raz pierwszy opublikowany w magazynie „30 Days”, czerwiec 2001, s. 30. [15] Tamże, s. 30—31. [16] Tamże. [17] Stowarzyszenie powołane do życia w 1968 roku przez Don Oreste Benzi'ego miało na celu dotrzeć do młodych, którzy „nie są w stanie przetrwać pozostawieni samym sobie”. Jest obecne w osiemnastu krajach i pracuje na rzecz poprawy bytu osób z marginesu społecznego: narkomanów, prostytutek i ofiar sekt. dostęp: [18] Więcej informacji, zob. Lewis, Ecstatic Religion: A Study of Shamanism and Sprit Possession,, s. 36—38, 80—83. [19] Por. M. Simons, Paris Journal; Land of Descartes Under the Spell of Druids?, „The New York Times”, 30 kwietnia 1996. [20] Zważywszy na tajność sekt, trudno stwierdzić, czy przytoczone liczby odzwierciedlają stan faktyczny. W książce Sette Sataniche (Sekty satanistyczne) włoski psychiatra Vincenzo Maria Mastronardi i psycholog Ruben De Luca wskazują, że poznanie rzeczywistej liczby sekt satanistycznych jest wręcz niemożliwe, s. 92. Sprawę komplikuje dodatkowo to, że niektórzy uczeni za satanistyczne uznają przeróżne wierzenia, np. voodoo czy wicca. Zdaniem jednego z ekspertów, satanizm można postrzegać jako formę skrajnego cynizmu: „Jest to sposób patrzenia na świat jak na dżunglę, w której przetrwać mogą jedynie najsilniejsi. W rzeczywistości bez jakichkolwiek barier można czerpać ze złych przykładów. Idealnym wzorom do naśladowania przeciwstawia się pragnienie ekstremalnych rozwiązań w celu osiągnięcia władzy za wszelką cenę” (Carlo Climati, cytowany przez dziennikarza Nicholasa Rigillo w artykule Satanic Murders Just the Tip of an Iceberg, Claims Roman Church, zamieszczonego 5 stycznia 2005 na australijskim portalu dostęp: [21] Ksiądz Gramolazzo twierdzi, że Międzynarodowe Stowarzyszenie Egzorcystów od wielu lat bada możliwości zainicjowania programu szkoleniowego dla egzorcystów, czego wcześniej nie było w stanie uczynić. [22] Legioniści Chrystusa, zgromadzenie powołane do życia przez ojca Marciala Maciela w Meksyku w 1941 roku, są obecnie najszybciej rozwijającą się organizacją katolicką na świecie, obecną w ponad dwudziestu krajach. Związany z nimi jest liczebny ruch zrzeszający świeckich i duchownych zwany Regum Christi. Legioniści są w większości uważani za formację o poglądach prawicowych ze względu na swoje zaangażowanie w szerzenie społecznej nauki Kościoła wyrażanej przez Stolicę Apostolską. Ruch ten był od początku silnie wspierany przez Watykan, a w szczególności przez Jana Pawła II. Zdaniem kościelnych liberałów, Legioniści naruszają postępowe założenia Drugiego Soboru Watykańskiego. Zob. opr. aw/aw
Ponad 60 tysięcy osób wzięło udział w centralnym wydarzeniu spotkania ewangelizacyjnego „Polska pod Krzyżem”, jakim była Msza św. pod przewodnictwem biskupa włocławskiego Wiesława Meringa. Organizatorem akcji jest diecezja włocławska oraz fundacja Solo Dios Basta. To kontynuacja wcześniejszych inicjatyw, takich jak „Wielka Pokuta” czy „Różaniec do granic”.Pierwsi pielgrzymi pojawili się w sektorach już po godzinie 7 rano. Zebranych powitali ks. prał. Sławomir Deręgowski z Włocławka. – Jesteśmy tu po to, żeby powiedzieć tobie Panie Jezu, że jesteśmy gotowi oddać tobie wszystko, poświęcić całe nasze życie. Stajemy pod krzyżem, żeby poświęcić się tobie, Jezu. Wiemy, że Bóg przygotował dla nas wielkie rzeczy, wielkie rzeczy dla Polski, tylko musimy wyrazić mu naszą gotowość tu, pod Krzyżem – powiedział Maciej Bodasiński z fundacji Solo Dios godz. 11 rozpoczęła się pierwsza część spotkania obejmująca zawiązanie wspólnoty i modlitwę różańcową z rozważaniem tajemnic bolesnych. Następnie jeden z organizatorów spotkania – Lech Dokowicz, wygłosi konferencję „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa we współczesnym świecie”.W swoim wystąpieniu nawiązał do kryzysu, jaki przeżywa Kościół w związku z czynami pedofilskimi. – Trzeba to wypalić, ale trzeba też zrozumieć, ze zły duch chce oddzielić ludzi od kapłanów, to jest wojna przeciw kapłanom, bo jak ludzie odwrócą się od kapłanów, to nie ma sakramentów. Dlatego musimy otoczyć modlitwą kapłanów, stanąć przy nich. To jest zadanie dla nas świeckich – apelował „Polski pod Krzyżem” mówił też o ochronie życia. – Pojechaliśmy do Holandii i chcieliśmy rozmawiać z lekarzami, którzy zabijają ludzi starszych. Naszym celem był tzw. ojciec chrzestny eutanazji. Pracował na oddziale noworodków, jak rodziło się chore dziecko, sam podejmował decyzję o jego życiu lub śmierci. Okazało się, że w domu tego człowieka odbywały się satanistyczne rytuały, cały dom pełen był satanistycznych obrazów. On do końca nie zrozumiał, kim jesteśmy, wypowiedział zdania, dzięki którym wielu zrozumiało czym jest eutanazja. To jest ciemność, to jest coś, co sprawia, że w momencie odchodzenia ze świata, gdy człowiek mógłby odjąć decyzję o powrocie do Boga, nie daje się na to szansy – wyjaśniał godz. 15 zebrani modlili się Koronką do Miłosierdzia Bożego, następnie rozpoczęła się Eucharystia pod przewodnictwem biskupa włocławskiego Wiesława Meringa. Koncelebrował ją biskup świdnicki Ignacy Dec, przewodniczący Rady KEP ds. apostolstwa wydarzenia zapowiedzieli, że uroczystości towarzyszyć będzie niespodzianka, którą było odtworzenie nagrania homilii Jana Pawła II wygłoszonej we Włocławku 7 czerwca 1991 r., dokładnie w tym samym miejscu, w którym odbywało się wydarzenie Polak wspomniał w niej postacie polskich świętych, którzy „wpatrując się w serce Jezusa znajdowali w nim nadludzką moc”. Jan Paweł II przestrzegał przed źle pojmowaną europejskością, chcącą spłycić człowieka do poziomu instynktów i seksualności, która pozwala zabijać nienarodzone dzieci. „My tą Europę tworzyliśmy i to z wielkim trudem. Kulturę europejską tworzyli przede wszystkim męczennicy. Taką miarę europejskości przyjmujemy, pragniemy podjąć i kontynuować, nie pozwolimy sobie zaniżyć tej miary. Świat potrzebuje Europy odkupionej” – swoją homilię wygłosił bp Mering, który zauważył, że głos papieża prowadzi w kierunku serca ukrzyżowanego Jezusa. „Bóg zabiega o naszą miłość, wiarę w niego. Zachęca byśmy udali się pod krzyż” – powiedział hierarcha, podkreślając, że to właśnie na krzyżu rodzi się nowa szansa dla każdego człowieka.„Krzyż Jezusa prowadzi człowieka do wiary. Widok Jezusowej męki potrafi zmienić ludzkie serce. Rodzi uznanie winy, prośbę o przebaczenie i zapewnia przebaczenie człowiekowi. Stający pod krzyżem uczą się od Jezusa wielkodusznego miłosierdzia” – powiedział bp Mering. Hierarcha przypomniał, że jedną z postaci tej wielkiej miłości jest miłosierdzie. Dodał, że tylko Bóg w swojej miłości umie dawać znacznie więcej niż człowiek potrzebuje, jednak jako katolicy powinniśmy przynajmniej próbować naśladować w tym swojego Stwórcę. „Nie umiemy sami tego zrobić, ale z jego pomocą wszystko jest możliwe” – przypomniał, że ukrzyżowany Jezus uczy altruizmu, który jest dziś wartością nieznaną i nielansowaną. „Dziś mówi się nam: baw się, korzystaj z życia, bądź sobą, realizuj siebie. Zauważcie jaka panuje cisza w kościele, kiedy czytamy fragment o Maryi i Janie stojących pod krzyżem Jezusa. Droga do zbawienia nie wiedzie przez egoizm. Człowiek realizuje siebie poprzez ofiarowanie się drugiemu człowiekowi” – podkreślił włocławski dodał, że Matka Jezusa i św. Jan kierowali się w swoim postępowaniu miłością wobec Jezusa i to ona przyprowadziła ich na Golgotę. „Właśnie takich kobiet, takich mężczyzn, z odwaga i miłością stających pod krzyżem Jezusa, potrzebuje Polska, Europa, a nawet świat” powiedział. Krzyż, zdaniem biskupa, rodzi prawdziwych świadków Ewangelii i jest paradoksalnym znakiem siły chrześcijaństwa. „Stajemy pod krzyżem żeby odszukać siebie, znaleźć swoje miejsce w życiu, chcemy pokazać światu, że należymy do Jezusa” – dodał.„Musimy ratować wartości, o których mówił Jan Paweł II, musimy ratować nasze rodziny, i o to apelował również papież Franciszek. Musimy mieć odwagę wybierać prawdę, dobro, piękno. Wybierając życie, zwłaszcza jeszcze nienarodzonego człowieka! Prawda, dobro i życie to królestwo Jezusa” – powiedział bp Mering. „Twój Syn Boże zwyciężył śmierć niech także i nam pozwoli zwyciężyć małość i dojść do niego w świętości” – zakończył biskup zakończeniem Mszy św. bp Mering poświęcił przyniesione przez wiernych krzyże, które zawisną w domach, miejscach nauki i zabrał również biskup świdnicki Ignacy Dec, przewodniczący Rady KEP ds. apostolstwa świeckich. Podziękował bp. Meringowi za udzielenie gościny temu spotkaniu na włocławskiej ziemi, a wiernym świeckim za ich przykład apostolstwa. Przypomniał o znaczeniu przyjęcia Krzyża dla chrześcijańskiego życia, a nawiązując do ostatnich słów Chrystusa z Krzyża – o zbawczych owocach męki i śmierci Jezusa. Życzył też ojczyźnie przemiany serc godzinie 20 na lotnisku w Kruszynie rozpoczęła się plenerowa Droga Krzyżowa – następny punkt akcji „Polska pod Krzyżem”. Przy kolejnych stacjach przytoczone były świadectwa traumatycznych przeżyć różnych osób mężczyzny, opowiadającego o dramatycznym rozwodzie rodziców, kobiety po zdradzie męża, która „uciekła pod Krzyż, by umieć przebaczyć i odnaleźć siebie”. Przy siódmej stacji przytoczono doświadczenie tragedii smoleńskiej z 2010 roku. Następnie świadectwo powiedziała kobieta po aborcji i matka, której córka została zamordowana na tle seksualnym oraz mężczyzna wykorzystany seksualnie przez jedenastej stacji do drzewa krzyża wbite zostały długie gwoździe. Uczynił to wykonawca drewnianego krzyża – stolarz z Włocławka. Następnie krzyż umieszczono na specjalnie przygotowanym miejscu, w przeciwległym końcu sektorów dla pielgrzymów. Przy krzyżu postawiono Najświętszy tym czasie świadectwo wygłosił chłopak, który zamordował człowieka. Jak wyznał, spojrzenie na krzyż dało mu siłę do wyznania grzechów, wejścia na drogę modlitwy i karmienia się Słowem dwunastej stacji zaległa cisza rozrywana uderzeniami w gong. Biskup włocławski Wiesław Mering odmówił modlitwę: „oto my, Polacy, stajemy przed Tobą, by uznać Twoje panowanie, oddać się Twemu prawu. Uznajemy Twoje panowanie nad Polską i całym naszym narodem rozsianym po całym świecie”. Duchowny zawierzył całą Ojczyznę Chrystusowi zakończenie wierni odśpiewali uroczyste Te Deum – Ciebie Boga zamknęła wielogodzinna Adoracja Najświętszego Sakramentu, zakończona niedzielną Eucharystią o godz. 3 nad pełniły różne formacje wolontariuszy, w tym Rycerze Kolumba i Rycerze św. Jana Pawła II. O oprawę muzyczną zadbała wspólnota „Miłości Ukrzyżowanej”.Wyrazy wspólnoty z zebranymi przekazali prezydent RP i premier polskiego ewangelizacyjną inicjatywę włączyło się wielu księży i wiernych w całej Polsce. W Gdańsku na Górze Gradowej odbyło się nabożeństwo Adoracji Krzyża „Gdańsk pod Krzyżem”, które poprowadził abp Sławoj Leszek Głódź. Modlitwa w łączności z wiernymi zgromadzonymi we Włocławku odbyła się również na Jasnej Górze w Kaplicy Matki Bożej. Na niezwykły odzew inicjatywy ewangelizacyjnej „Polska pod Krzyżem” zwrócił uwagę bp Roman Pindel, który sprawował Mszę św. na Matysce w Beskidzie Żywieckim, pod gigantycznym krzyżem inicjatywie Polska pod Krzyżem uczestniczyły oficjalnie diecezje włocławska, szczecińsko – kamieńska, zielonogórsko – gorzowska, krakowska, ełcka i łomżyńska. Wiele innych, warmińsko – mazurska, wrocławska, częstochowska, przemyska, kaliska, toruńska, tarnowska, radomska, zamojsko – lubaczowska, legnicka, bielsko – żywiecka, gliwicka, w ramach akcji została zorganizowana w ponad 800 miejscach w całej Polsce a także w Australii, Kanadzie, Irlandii, Anglii, USA, Belgii, Holandii, Austrii, Kazachstanie. Do organizatorów dotarło również zgłoszenie z Jerozolimy i Czytelniku,cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie! Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz prosimy Cię o wsparcie portalu za pośrednictwem serwisu Patronite. Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
W 2000 r. ukazała się na polskim rynku książka ojca Andrei D’Ascania pt. "Cywilizacja śmierci". Niespełna kilka dni później w brukowym tygodniku w naszym kraju pojawił się jadowity artykuł szkalujący ojca Andreę, Białą Armię i założony przez niego apostolat dla dzieci. Była to pierwsza nuta symfonii oszczerstw zorganizowanej na skalę międzynarodową. Dziwnym zbiegiem okoliczności w tym samym czasie zaczęła się długa seria różnych procesów sądowych wytoczonych 10 członkom ruchu na czele z założycielem. W październiku 2003 r. wszyscy oskarżeni zostali oczyszczeni z wszelkich zarzutów. Sprawa ojca Andrei ciągnęła się dłużej. Dopiero 14 czerwca 2006 roku, po sześciu latach zmagań z najgorszymi oszczerstwami, Sąd Apelacyjny w Akwili we Włoszech całkowicie uniewinnił ojca Andreę. Wyrok głosi, że "nie popełnił przypisywanych mu czynów". Oto kulisy dramatycznej historii ojca Andrei D’Ascania. Przykład coraz częściej spotykanego we współczesnym świecie białego męczeństwa gigantów ducha i działania. Dzieci ocalą świat przez Różaniec Biała Armia to ruch kościelny uznany przez wielu biskupów i posiadający status publicznego stowarzyszenia wiernych, dostosowany do potrzeb i możliwości dzieci. Ruch ten powstał na życzenie św. Ojca Pio z Pietrelciny. Celem Białej Armii jest zawierzenie dzieci Bogu Ojcu oraz tworzenie gniazd modlitwy, w których dzieci wspólnie odmawiają Różaniec. Święty Ojciec Pio rozumiał, jak potężną bronią w walce duchowej jest modlitwa dzieci. Wielokrotnie powtarzał: "Dzieci ocalą świat!". Mówił, że Różaniec jest najpotężniejszą "bronią", dzięki której można pokonać zło. Właśnie od owej broni różańcowej ruch wziął nazwę "Armia", "Biała" – od koloru niewinności i pokoju. W 1917 roku Matka Boża, objawiając się Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie, potwierdziła wielką moc modlitwy różańcowej dzieci. Przed spotkaniem z Matką Bożą pastuszkowie z Fatimy doznali objawienia Anioła Portugalii, który udzielił im Pierwszej Komunii Świętej. 13 maja 1917 roku, podczas pierwszego objawienia, Maryja poprosiła dzieci, by ofiarowały życie Bogu za pokój na świecie: "Czy chcecie poświęcić się Bogu, gotowi przyjąć wszystko, co zechce wam zesłać za pokój na świecie i za nawrócenie grzeszników?". Dzieci odpowiedziały "tak". W zamian za owo "tak" Maryja obiecała, że ocali ich ojczyznę, Portugalię, od drugiej wojny światowej, i dotrzymała obietnicy. Skoro dzięki trojgu dzieciom Maryja ocaliła cały kraj od wojny, dzięki modlitwie milionów dzieci ocali cały świat. Tak mówił święty Ojciec Pio z Pietrelciny, prosząc, aby obok grup modlitewnych dla dorosłych powstawały grupy modlitewne dla dzieci. Dotychczas na całym świecie (we Włoszech, w USA, Ameryce Łacińskiej, Afryce, Polsce, na Ukrainie itd.) ponad półtora miliona dzieci dokonało aktu poświęcenia się Maryi. Na wszystkich frontach Nie sposób wymienić wszystkich aspektów działalności Białej Armii, niemniej jednak przytoczymy w tym miejscu kilka przykładów: Pierwsza Komunia Święta w wieku używania rozumu, zgodnie z dekretem "Quam singulari" świętego Piusa X oraz zaleceniami Kodeksu Prawa Kanonicznego (kanon 914). Tworzenie Gniazd modlitwy, w których dzieci zobowiązują się do odmawiania Różańca, w odpowiedzi na wezwanie Matki Bożej Fatimskiej, która we wszystkich swych objawieniach zachęcała pastuszków, by korzystali z tej właśnie modlitwy. Peregrynacja figury Matki Bożej Fatimskiej w krajach byłego bloku komunistycznego: w Bułgarii, Rumunii, na Białorusi, Węgrzech, w Rosji, na Ukrainie – jeszcze przed upadkiem muru berlińskiego. Pomoc w budowie i restauracji wielu kościołów w Europie Wschodniej, szczególnie sanktuarium Boga Ojca Miłosierdzia w Zaporożu na Ukrainie. Wprowadzenie katolickich rozgłośni radiowych na Ukrainie, Białorusi i w Rosji. W Rosji, dzięki pomocy ks. bp. Antonioniego, udało się uzyskać częstotliwości na obszarze całego kraju. Na tym fundamencie rozwinęło się Moskiewskie Radio Maryja, obejmujące swym zasięgiem całą Rosję. W obronie godności życia "Usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę, aby pokonać nieprzyjaciela i wroga" – czytamy w Psalmie 8. Szatan wie, że dzieci zniweczą jego królestwo śmierci, i dlatego za wszelką cenę usiłuje doprowadzić do tego, żeby na świat przychodziło jak najmniej dzieci. Jego broń to środki antykoncepcyjne, manipulacje genetyczne na embrionach ludzkich, a przede wszystkim aborcja. Biała Armia, która w pierwszym rzędzie troszczy się o formację duchową dzieci, postanowiła rozszerzyć pole działania w odpowiedzi na apel sługi Bożego Jana Pawła II: "Zatrzymajcie tę rzeź!". Unikając wszelkich gwałtownych działań, jako że przemoc rodzi jedynie przemoc, w 1988 roku Biała Armia postanowiła zrobić coś dla dzieci nienarodzonych. W tym celu ustanowiła w mieście Akwila oddział Ruchu Obrony Życia Biała Armia. Zorganizowano też Tydzień Obrony Życia. " Co robić? Jakie konkretne działania należy podjąć?". Aby prosić Matkę Bożą o światło, członkowie Białej Armii udali się z pielgrzymką do sanktuarium Matki Bożej z Roio, przemierzając Via Mariana – Drogę Maryi. Jest to górzysta ścieżka długości około 3 km, wzdłuż której stoi 15 przepięknych i drogocennych stacji różańcowych wykonanych techniką mozaiki. Po V tajemnicy bolesnej, tuż przed stacją I tajemnicy chwalebnej, ktoś z uczestników zwrócił uwagę na kamień o owalnym kształcie, przypominający rzeźbę z niezwykłą precyzją oddającą kształt dziecka w łonie matki. Odczytano to jako znak i odpowiedź Maryi: walkę o życie dzieci nienarodzonych trzeba zacząć po ich śmierci. Spontanicznie pojawiło się pytanie: co dzieje się z ciałami dzieci zabitych przez tzw. aborcję? Odpowiedź była przerażająca: są palone w szpitalnych spalarniach wraz z odpadami, wyrzucane do ścieków lub utylizowane w zakładach kosmetycznych, a nawet… spożywane (np. w Chinach)! Stąd zrodziła się idea, by położyć nacisk na pogrzeb dzieci nienarodzonych, aby człowiek uświadomił sobie wartość życia od samego poczęcia. Tak jak zwycięstwo Jezusa zaczęło się po śmierci, poprzez zmartwychwstanie, decydująca walka o życie miała się stoczyć po śmierci dzieci nienarodzonych. Biała Armia zaczęła organizować pogrzeby dzieci, które padły ofiarą tzw. aborcji. Skoro nie było dla nich miejsca wśród żywych, niech mają przynajmniej miejsce wśród umarłych. Trzeba ocalić choćby skrawek ich ludzkiej godności. Najpierw zbadany został prawny aspekt zagadnienia. Szczegółowej analizie poddano ustawy i rozporządzenia regulujące sprawę pogrzebu. W regulaminie cmentarnej służby porządkowej znaleziono zapis nakładający obowiązek grzebania dzieci poronionych po czwartym miesiącu ciąży, a nawet wcześniej, na życzenie rodziców lub osób, które dobrowolnie się tego podejmą. Następnie powstało Stowarzyszenie Ruchu Obrońców Życia Białej Armii, które w zastępstwie rodziców zajęło się grzebaniem tych dzieci. W ten sposób Biała Armia uzyskała pozwolenie na pochówek dzieci nienarodzonych w miejscu specjalnie do tego przeznaczonym na cmentarzu miejskim w Akwili. Skrawek ludzkiej godności W 1989 roku Biała Armia zorganizowała pierwszy w świecie pogrzeb dzieci zabitych przez tzw. aborcję, odbierając ich ciała ze szpitala miejskiego. Pogrzeby odbywały się spokojnie przez dwa lata, a szczątki dzieci grzebane były na cmentarzu, w miejscu wyznaczonym przez władze miejskie. 28 grudnia 1991 roku, we wspomnienie Świętych Młodzianków, na cmentarzu w Akwili stanął pomnik: figura Matki Bożej Dzieci Nienarodzonych, autorstwa rzeźbiarki Magdy Mateucci z Modeny. Jest to jedna z najbardziej znanychw spółcześnie rzeźb, która dotarła już do wielu krajów świata. Jej pojawienie się za każdym razem wywołuje niekończące się polemiki w środkach masowego przekazu. Bardzo wymowna jest symbolika pomnika. Figura przedstawia kobietę przygarniającą ramionami i otulającą swym płaszczem małe dzieci. Ich twarze nie są do końca ukształtowane. Wyobraża to wszystkie dzieci, które nie będą miały twarzy w ziemskim życiu. Maryja ogarnia je swą macierzyńską miłością, stając się ich Matką z chwilą, gdy ziemskim matkom zabrakło odwagi, by wydać je na świat. Twarz Matki Bożej również nie posiada rysów, ponieważ każdy z nas ma Jej udzielić swych rąk i twarzy, aby bronić każdego ludzkiego życia. Fakt, że ciała dzieci zabitych przez tzw. aborcję były grzebane na cmentarzu, a zwłaszcza ów pomnik, wytrącił broń z ręki tym, którzy utrzymują, że dzieci przed narodzeniem to "takie nic", "zlepek komórek", "konglomerat tkanki", "odpady organiczne" itp. Pogrzeb pokazuje światu, że te dzieci należą do rodziny ludzkiej, że ich ciałom należy się taki sam szacunek jak wszystkim innym zmarłym. Na cmentarzu bowiem grzebie się tylko ludzi. Miniaturowe trumienki niesione procesyjnie, poświęcone i zakopane w ziemi krzyczą, że ABORCJA JEST ZABÓJSTWEM, i to najpodlejszym, bo popełnionym na zupełnie bezbronnej i niewinnej istocie. Ktoś powiedział kiedyś, że "jedyna różnica pomiędzy zabiciem czterdziestolatka i czteromiesięcznego płodu polega na tym, że dziecko nie może krzyczeć ani się bronić. I jego zwłoki nie zajmują tyle miejsca". Ówczesny arcybiskup Mario Peressin poświęcił pomnik. Na uroczystość przyjechali dziennikarze z wielu krajów oraz znane osobistości. Reżyser Franco Zeffirelli powiedział wtedy: "Mam nadzieję, że ten pomnik stanie na wszystkich cmentarzach świata". Kij w mrowisko Inicjatywa ta wzbudziła wielką wrzawę, czego jej pomysłodawcy nie przewidzieli, zamierzając jedynie zapewnić godziwy pogrzeb maleństwom, które giną bezimiennie, nie mając nikogo, kto zatroszczyłby się o ich doczesne szczątki. Reakcja świata komunistycznego i liberalnego była natychmiastowa. Szczególnie zaciekłe były ataki środowisk feministycznych i mediów, z interpelacjami poselskimi, marszami protestacyjnymi i wszelkiego rodzaju szykanami pod adresem Apostolatu i ojca Andrei. Pogrzeby dzieci nazwane zostały przez lewicowych parlamentarzystów "makabrycznym ekshibicjonizmem", "odrażającą inicjatywą", "hańbą dla miasta", a figura Matki Bożej na ich grobie – "pomnikiem degradacji kultury". Jeden z najpopularniejszych włoskich dzienników, "Corriere della Sera", pisał, że kobiety, które dokonały tzw. aborcji, "z pewnością mają zmarłych na tym cmentarzu i mają prawo chodzić na ich groby bez konieczności przechodzenia za każdym razem obok tego bezlitosnego, niesprawiedliwego, nieprzyzwoicie propagandowego pomnika swej niedoli". Nic dziwnego zatem, że "nieznani sprawcy" zaczęli oblewać pomnik farbą i bezcześcić go obscenicznymi napisami i pogróżkami. Po jakimś czasie rada miejska Akwili zebrała się i uchwaliła, że należy usunąć napis na pomniku: "50 MILIONOM DZIECI CAŁEGO ŚWIATA, KTÓRYM KAŻDEGO ROKU ZADAJE SIĘ ŚMIERĆ PRZEZ ABORCJĘ". Prawda przeszkadza, zwłaszcza jeśli zostanie wyryta w kamieniu i umieszczona w widocznym miejscu. Ale to "nic nowego pod słońcem", jak mówi Księga Koheleta. 2000 lat temu, kiedy został ukrzyżowany niewinny Syn człowieczy, napis umieszczony na krzyżu bardzo przeszkadzał Jego oskarżycielom, którzy udali się do Piłata, aby kazał go zdjąć lub przynajmniej zmienić. Piłat był bardziej konsekwentny od współczesnych polityków i nie pozwolił niczego zmienić, mówiąc: "Com napisał, napisałem". W styczniu 1992 roku napis na pomniku w Akwili został usunięty za pomocą szlifierki, w asyście władz miejskich, dziennikarzy i fotografów. Biała Armia zaprotestowała, składając skargę przeciwko takiemu zachowaniu władz. W 1994 roku decyzja urzędu miasta została wyrokiem sądu unieważniona jako niezgodna z prawem. Napis wrócił na swoje miejsce. Represje, czyli "śmierć moralna" Pogrzeby dzieci nienarodzonych zaczęły rozprzestrzeniać się po całych Włoszech i za granicą. Tymczasem w 1993 roku pewien pan, zajmujący poczesne miejsce w hierarchii lokalnej masonerii, zasugerował ojcu Andrei, aby przestał organizować pogrzeby dzieci. Dał mu jednoznacznie do zrozumienia, że w przeciwnym wypadku może spodziewać się przykrości. Ojciec Andrea odpowiedział żartem : "To jaką śmiercią mam umrzeć?". Padła odpowiedź: "Najgorszą śmiercią, śmiercią moralną… zostaniesz zniszczony jako człowiek i jako kapłan, zostaniesz wydalony ze stanu duchownego…". Ojciec Andrea kontynuował rozpoczęte dzieło, organizując pogrzeby dzieci zabitych przez tzw. aborcję. Masoni dotrzymali słowa. Cisza przed burzą trwała kilka lat. W tym czasie przemyślnie organizowano zapowiedziane wcześniej "zniszczenie moralne". Masoni nie rzucają przecież słów na wiatr. Na pierwszych stronach gazet, ni z tego, ni z owego, zaczęły pojawiać się artykuły szkalujące ojca Andreę i Białą Armię. Członków stowarzyszenia oskarżono o najbardziej nieprawdopodobne i absurdalne zbrodnie: pranie brudnych pieniędzy, przynależność do swoistej organizacji przestępczej, porwanie, kradzież, rytuały satanistyczne, orgie seksualne, oszustwa podatkowe, wszelkie bluźnierstwa przeciwko wierze… Nastąpił atak na niespotykaną skalę. W miarę jak Biała Armia odpierała zarzuty, pojawiały się coraz to nowe i coraz poważniejsze oskarżenia. Spreparowano około czterdziestu zarzutów, spod ziemi wyrośli "świadkowie" recytujący jak z nut swoje zeznania. W ciągu dziesięciu lat przeciwko ojcu Andrei wszczęto 17 różnych procesów sądowych – od spraw podatkowych po karne. Ze wszystkich możliwych sądów i trybunałów nie musiał stawić się jedynie przed sądem wojskowym, mimo że oskarżenie dotyczyło Armii. Rzecz jasna na szczycie tej misternej konstrukcji, będącej istnym arcydziełem "sztuki królewskiej", nie mogło zabraknąć klasycznego już oskarżenia o pedofilię. Zresztą nietrudno było wysunąć taki zarzut wobec zakonnika od 30 lat z górą prowadzącego apostolat wśród dzieci. Poza tym, czy można było znaleźć lepszy wątek, aby zniszczyć dobre imię i zdyskredytować działalność Białej Armii i jej założyciela? Posypały się artykuły prasowe, programy telewizyjne, masowe protesty feministek. Swego czasu trzy grosze wtrącił nawet brukowy tygodnik "Nie". Sprawy sądowe ciągnęły się od roku 2000 aż do 14 czerwca roku 2006, kiedy to zapadł wyrok uniewinniający, który stwierdza, że ojciec Andrea nie popełnił przypisywanych mu czynów. O ile oszczerstwa na temat ojca Andrei i Białej Armii wypełniały całe szpalty, i to z reguły na pierwszych stronach gazet, o tyle wiadomość o całkowitym uniewinnieniu go z wszelkich zarzutów, jak to zwykle bywa w podobnych przypadkach, pojawiła się drobnym drukiem jedynie w nielicznych gazetach lokalnych. Znaczące środki masowego przekazu nie raczyły wspomnieć o uniewinnieniu ojca Andrei, chociaż przez całe lata rozpisywały się na temat jego niezliczonych "zbrodni". Również i tym razem "nic nowego pod słońcem". Można się spodziewać, że już niedługo liberalne media znów przystąpią do akcji, ponieważ ojciec Andrea i wszyscy członkowie Białej Armii niebawem wrócą na pole walki z "zabójcą od samego początku", aby z całą stanowczością bronić życia, prosząc Boga o miłosierdzie dla swych oskarżycieli. Przez Maryję, z Maryją i dla Maryi Biała Armia przystąpi do dzieła z nową mocą, zahartowana przez długie cierpienie. Michał Czarniecki
rytuały satanistyczne w watykanie